Rocket Man

Adam Góral chce uczynić z Asseco silną polską markę wśród światowych graczy IT, wymienianą jednym tchem z IBM, Microsoft czy Oracle. Wysoko mierzy. Czy ten plan się powiedzie? Na razie rusza na Nasdaq. Polsce też nie próżnuje.


Adam Góral znowu zaskoczył wszystkich a najbardziej chyba Norberta Biedrzyckiego, prezesa Sygnity. Rankiem, 22 lutego Asseco Polska ogłosiła bowiem wezwanie na 100 proc. akcji jednej z trzech największych spółek informatycznych w Polsce - Sygnity oferując 21 zł za akcję. Zaskoczeni byli nie tylko prezes i cały zarząd Sygnity z którymi Adam Góral nie konsultował wezwania, ale nawet inwestorzy i analitycy rynku IT.

- Od dawna pytaliśmy prezesa Górala o możliwość kupna Signity i za każdym razem otrzymywaliśmy odpwiedż przeczącą – mówi Konrad Księżopolski, analityk Banco Espirito Santo de Investimento.

Zapanowała konsternacja. Po południu, Zarząd Sygnity wydał oświadczenie, które było jak pokazanie figi Góralowi. Wynikało z niego tylko tyle, że Zarząd cieszy zainteresowanie Asseco spółką Sygnity gdyż dowodzi tylko dobrej sytuacji, w jakiej się znajduje, lecz o przejęciu Adam Góral może zapomnieć, bo ta sztuka raczej mu się nie uda.

Większość inwestorów z zaskoczeniem przyjęła niską cenę zaoferowaną im przez Górala, analitycy próbowali zrozumieć, po co właściwe Asseco chce przejąć Signity zaś giełda momentalnie wywindowała cenę akcji Sygnity, która przez następne dni nie spadła poniżej 22 zł. Takiego zamieszania nie było od czasów pierwszego w Polsce (nieudanego) wrogiego przejęcia BIG Banku Gdańskiego przez Deutsche Bank czy w 2008 roku W.Kruk przez V&W i jego zaskakującego finału

W końcu jednak emocje opadły, pozostały pytania. I wątpliwości, czy aby wezwanie na Sygnity nie zakończy się klapą i mistrz przejęć za jakiego uchodzi Adam Góral tym razem nie potknie się i to na własnym podwórku. Aby wezwanie okazało się sukcesem musi się zapisać tylu akcjonariuszy, aby była reprezentacja minimum 66,9 proc. kapitału zakładowego czyli prawie 8 mln akcji. Tymczasem inwestorzy więcej mogliby zarobić sprzedając swoje udziały na giełdzie (22,37 zł) niż Góralowi (21 zł). Nic dziwnego, że większość analityków uznało ofertę Asseco za nieatrakcyjną.

- 21 zł to stanowczo za mało. Z fundamentalnego punktu widzenia biorąc pod uwagę spodziewany wzrost zysków Sygnity powinniśmy mówić raczej o 23-26 zł za akcję – uważa Daniel Damaska z Raiffeisen Centrobank.

- W mojej opinii zaproponowaliśmy atrakcyjną cenę, zakładającą ponad 20% premię. Natomiast liczę się z tym, że akcjonariusze Sygnity powiedzą „nie”. Nie będę wtedy rozczarowany – powiedział nam Adam Góral.

Być może zdał sobie sprawę, że przespał okazję kupienia spółki za znacznie mniejsze pieniądze. Góral mógłby bez trudu przejąć Sygnity, kiedy spółka była w dołku a inwestorzy bardziej skłonni do pozbycia się jej akcji nawet za 12-13 zł. Jednak po latach mizerii i strat Sygnity wreszcie wychodzi na prostą. W tym roku zamierza wypracować zysk netto ok. 30 mln zł. Zainteresowanie Asseco paradoksalnie tylko utwierdziło inwestorów w przekonaniu, że warto było czekać, że Sygnity idzie dobrą drogą, więc dlaczego teraz mieliby się pozbywać tanio jej akcji? Jedyne co mogło ich skusić to dobra cena. Rynek oraz niektóre media spekulują, że Góral już szykuje kolejne wezwanie na akcje Sygnity, tym razem po atrakcyjniejszej cenie.

- Nie biorę pod uwagę zwiększenie ceny 21 zł za akcję. I tak jest to najwięcej ile w całej swojej historii Asseco chce zapłacić za spółkę – ucina medialne spekulacje Adam Góral, który za Sygnity gotów jest zapłacić maksimum 250 mln złotych

Tylko po co Góralowi polska spółka za takie pieniądze, skoro właśnie planuje wejście do Ameryki i debiut na NASDAQ?

- Asseco Poland ma około 5-procentowy udział w wartym około 29 mld zł polskim rynku informatycznym. To wciąż niewiele, gdy porównamy się do globalnych firm takich jak HP. Uważam, że polski rynek wciąż potrzebuje konsolidacji. Zespoły merytoryczne Sygnity pasują do Asseco. Moglibyśmy włączyć je w struktury naszych międzynarodowych business unitów i tym sposobem zwiększyć udział w sektorze administracji publicznej, finansowym czy przedsiębiorstw – mówi Góral, lecz nie wszystko.

- Sygnity nie posiada zbyt wielu produktów, których nie posiadałoby Asseco, w związku, z czym prawdopodobnie największą korzyścią jest ograniczenie konkurencji w niektórych segmentach (np. utilities), co z kolei może wywołać sprzeciw UOKiK – zauważa Waldemar Stachowiak, analityk Ipopema Securities.

Sygnity podpisało ostatnio umowę z Huwawei co, biorąc pod uwagę pozycje Asseco w naszym regionie, może dać nawet większe korzyści dla Asseco niż samo Sygnity.

Ewentualne przejęcie Sygnity nie oznacza końca inwestycji w zapowiadaną przez Asseco budowę ogólnopolskiej firmy integracyjnej: - Jej budowa jest procesem niezwiązanym z wezwaniem na Sygnity. Prowadzimy rozmowy z kolejnymi podmiotami. Cały proces potrwa około dwóch lat, ale widzimy w tym głęboki sens – mówi Góral.

Ani na zmianę planów Asseco odnośnie dywidendy: - Wezwanie na Sygnity nie wpłynie na zamiar wypłacenia dywidendy z zysku za 2011 rok. Podtrzymujemy chęć wypłaty między 170 a 200 mln zł w formie dywidendy – mówi Góral, który jednak mimo wszystko myślami jest już za Oceanem.

Duma w truflach


Adam Góral rozpoczął budowę swojego informatycznego imperium w czasach, kiedy polskim IT rządził Ryszard Krauze. Zaczynał od tworzenia bazy danych na użytek własnej wytwórni suszu jabłkowego i ketchupu, potem dla okolicznych banków spółdzielczych. Wtedy, w połowie lat 90. nie marzył nawet, że kiedyś zdetronizuje „cesarza”.

- Kiedy zaczynałem biznes, koledzy śmiali się ze mnie, że chcę zarabiać na softwarze, bo wtedy największe pieniądze zarabiało się na sprzedaży sprzętu, na dodatek były to szybkie pieniądze – wspomina Adam Góral.

W 2004 roku Góral, przy wsparciu Enterprise Investors, przeprowadził swoją pierwszą akwizycję słowackiej spółki softwarowej Asset Soft. Powstała Asseco Central Europe zaś Comp Rzeszów zmienił nazwę na Asseco Poland. W tym czasie Góral po raz pierwszy zetknął się z Ryszardem Krauze. Ponoć sprzątnął mu sprzed nosa kontrakty na informatyzację Banku Pocztowego oraz BGK. Wkrótce Prokom kupił udziały w Asseco. Jednak rynek przejęć i akwizycji bywa nieobliczalny. W 2007 roku, po spektakularnym połączeniu Softbanku z Asseco, o którym mówiło się, że ryba połknęła rybaka, sprawy przybrały nieoczekiwany obrót, a rozwój Asseco – tempa. Nadszedł bowiem rok 2008 – nie najlepszy dla branży IT w Polsce, za to szczęśliwy dla Adama Górala, który w prima aprilis przejął od tonącego w kłopotach Ryszarda Krauzego kontrolę nad Prokomem. Kopciuszek Asseco niemal z dnia na dzień stał się gigantem informatycznym zaś Adam Góral – numerem jeden w polskim IT.

Kierując firmą o kapitalizacji rzędu 4-5 mld złotych można już pokusić się o wizjonerstwo, więc Adam Góral widział Asseco „od morza do morza” i zaczął snuć plany podboju całej Europy, a nawet Ameryki.

Minęło kilkanaście lat. W branży IT to wieczność, jednak dla Adama Górala czas jakby stał w miejscu: wciąż ta sama wizja, którą realizuje z żelazną konsekwencją. W ciągu 13 lat stworzył firmę, która rywalizuje z takimi gigantami jak SAS Institute, Dessault Systems, Sage czy Software AG. W najnowszym rankingu 100 największych firm IT w Europie Truffle 100 opracowanym pod patronatem Komisji Europejskiej Asseco znalazło się na siódmym miejscu i pierwszym w Europie środkowo-wschodniej. Comarch, konkurent Asseco, zajął dopiero 91 miejsce. Jeden z menadżerów SAP w nieoficjalnej rozmowie określił nawet Górala mianem „rocket man” od tempa, w jakim pnie się w górę.

Góral ani myśli jednak otwierać szampana. Przeciwnie, twierdzi, że siódme miejsce w Europie to za mało i już ostrzy zęby na wielkie firmy, dzięki którym nie tylko stanie się liderem w Europie, ale wkroczy również na światowe salony. Na których mimo wszystko wciąż jeszcze jest kopciuszkiem.

Polski Larry Ellison


Adam Góral ma w sobie coś z Larry Ellisona. Podobnie jak założyciel Oracle Corporation uchodzi za mistrza przejęć i akwizycji. To głównie dzięki nim Asseco rośnie w rankingach. Od 2004 roku, kiedy to nieznana wówczas firma z Polski przejęła dużo większą od siebie Asset Soft, Asseco wchłonęło już kilkadziesiąt różnych spółek informatycznych i wciąż ma apetyt na kolejne i to coraz większe.

- Zarząd Asseco był świetny w przejęciach dzięki bardzo mądrej polityce. Kupowali bowiem z reguły większościowy udział zachowując w kadrze i wśród właścicieli obecnych udziałowców (którzy zazwyczaj byli także założycielami tych spółek), pozostawiając im opcję wyjścia po spełnieniu określonych warunków. Taki sposób akwizycji powodował, że Asseco Poland miało kontrolę operacyjną i mogło w pełni konsolidować dany podmiot, natomiast pozostawienie „starego” managementu pozwalało lepiej kontrolować lokalny biznes i zarządzać pracownikami - zauważa Konrad Księżopolski

Góral znany jest też z tego, że nie bierze wszystkiego, co jest do wzięcia a jak bierze, to płaci z własnego portfela. Dalekim łukiem omija spółki wymagające restrukturyzacji, na którą szkoda mu czasu, wyłuskuje natomiast te, które prowadzą zdrowy biznes i są rentowne (choć nie ustrzegł się też kilku ewidentnych wpadek jak np. niemiecka spółka AP czy austriacka Uniquare). Na cel bierze spółki z ciekawym portfolio własnych produktów informatycznych, doświadczeniem w realizacji najbardziej złożonych projektów oraz z dostępem do szerokiej bazy klientów.

Problem w tym, że o takie spółki coraz trudniej, bo myśliwych jest wielu, więc Góral zaczyna rozglądać się za grubszą zwierzyną. Taką jak on.

- Do niedawna koncentrowaliśmy się na kupowaniu mniejszych firm i zdobywaniu poszczególnych rynków przez łączenie spółek w działających w jednym kraju. To skuteczna taktyka, ale bardzo czasochłonna. Dlatego teraz myślimy o zakupach na większą skalę. Jesteśmy do tego przygotowani, co pokazała akwizycja izraelskiej grupy Formula Systems – przyznaje Góral, któremu szkoda już czasu na drobnicę i od pewnego czasu analizuje możliwość włączenia do Asseco jednej z 40 największych na świecie firm informatycznych. Obrał strategię dużych kroków, która jest szybsza choć bardziej ryzykowna niż stopniowy rozwój oparty na rozwijaniu własnych produktów. Niektórych zaczyna to niepokoić. Pojawiają sie obawy, czy to co było siłą Asseco z czasem nie stanie się kołem u nogi?

Jeżeli firma rozwija się w sposób skokowy a nie organiczny, to w pewnym momencie może zabraknąć jej paliwa na dalsze przejęcia. Skąd je weźmie, jeżeli nie będzie rozwijać własnych produktów? Przetargów nie wygrywa się kapitalizacją firmy, lecz produktami. Może dlatego właśnie giełda nie reaguje już z euforią na informacje o kolejnych akwizycjach Asseco oczekując raczej – dla równowagi – informacji o nowych „zabawkach” stworzonych przez informatyków spółki. Apple mając na swych kontach więcej gotówki niż rząd Stanów Zjednoczonych mogłoby wykupić niemalże całą konkurencję. Jednak zamiast na akwizycjach i przejęciach Apple skupił się na rozwoju organicznym, pracując nad nowymi produktami. W efekcie powalił konkurencję na kolana raptem dwoma produktami: iPhonem oraz iPadem. Góral zaklina, że też ma sporo „zabawek” i że programy Asseco są równie mocną stroną jego firmy, co apetyt na kolejne akwizycje.

- Mamy własne rozwiązania praktycznie dla każdego sektora gospodarki. Ponad 50 proc. banków działających w naszym kraju korzysta z rozwiązań Asseco. Naszym sztandarowym produktem jest def3000. W sektorze ERP wiodącym produktem jest Asseco Softlab. Z tego autorskiego rozwiązania korzysta nie tylko kilkaset przedsiębiorstw w Polsce oraz firmy z Niemiec. Ponad 60 proc. billingów w Polsce to własne systemy Asseco. Jedyną firmą, która posiada kompleksową ofertę własnych rozwiązań informatycznych dla miast, jest spółka z grupy Asseco. Te przekłady można mnożyć. Reasumując, ponad 70 proc. naszych przychodów pochodzi ze sprzedaży własnych produktów i usług – przekonuje Góral.

Sporo, choć nie tak dużo jak mają np.: SAP, Dessault Systemes czy Sage. Z drugiej strony jednak:

- Asseco nie rozwija się w oparciu produkt, lecz o akwizycje i to jest słabością tej strategii. Warto pamiętać, że firma wyrosła na tym, że dostarczała duże produkty na zamówienie dużych odbiorców w kraju, które same w sobie nie były wyrafinowane, opierały się w dużej mierze na technologiach importowanych. Teraz Asseco stara się kopiować ten model w Europie – przejmować głównie spółki mające relacje z klientami i na tym bazować a nie przejmować konkretnych linii produktowych – zauważa Waldemar Stachowiak, analityk Ipopema Securities.

Może dlatego właśnie rynek nie do końca jednak daje się przekonać zaklęciom Górala i w odpowiedzi na jego ambitne plany kolejnych akwizycji i wielu analityków obniżyło rekomendacje dla Asseco. Pod koniec 2011 roku, analitycy Millenium DM w swoim raporcie o Asseco PL zauważyli, że: „W dalszej perspektywie ryzykiem pozostają ograniczone możliwości organicznej poprawy wyników”. Padają też zarzuty, że Góral że nie wyciska wszystkich korzyści z przeprowadzanych akwizycji.

- Raczej negatywnie oceniam strategie dużych kroków. Do tej pory nie została bowiem osiągnięta synergia dotychczasowych akwizycji. Poza tym, takie agresywne kupowanie oznacza płacenie premii ponad wyceny giełdowe, która nie jest uzasadniona przez synergie, które w przypadku większości dotychczasowych przejęć były znikome – uważa Stachowiak, który nie jest jedynym, który wytyka brak synergii dotychczasowych przejęć.

- Synergia sprzedaży produktów Asseco Polska na rynkach poza Polską ma minimalny wpływ na rynek i do tej pory - w naszej opinii – ma znaczenie jedynie w Niemczech. Warto zauważyć, że po polączeniu z Prokom, EPS i marża operacyjna zmniejszyły się zaś zysk netto w wartościach bezwzględnych- nawet po korekcie - jest w zastoju. Potwierdza to, że cele przejęcia nie były spełnione – zauważa Daniel Damaska z Raiffeisen Centrobank.

Góral powinien więc skupić się raczej na zdyskontowaniu dotychczasowych przejęć niż myśleć o kolejnych. Tym bardziej, że:

- Rynek obawia się, że tak bardzo rozbudowana grupa kapitałowa będzie coraz trudniejsza do zarządzania. Wolałbym jednak żeby Asseco PL skupiło się na konsolidacji obecnej grupy kapitałowej, niż przeprowadzaniu dużej akwizycji – dodaje Księżopolski

Pesymistom Góral pokazuje roczne raporty z których, wynika że finansowo spółka ma się całkiem dobrze. Pod koniec roku na jej kontach znajdowało się prawie 0,5 mld złotych. Wyniki całej Grupy kapitałowej Asseco za I półrocze 2011 nawet zaskoczyły inwestorów, gdyż przychody były o 60 proc. wyższe niż w ubiegłym roku zaś zysk netto 182,7 mln zł wyższy o prawie 7 proc. Co więcej, backlog na 2012 rok na poziomie grupy wynosi ponad 3,1 mld złotych więc jest dwukrotnie wyższy niż portfel zamówień rok temu. Kasy pełne pieniędzy to jednak za mało dla inwestorów, którzy myślą perspektywicznie i coraz częściej zastanawiają się czy Góral aby nie robi zbyt dużych i ryzykownych kroków.

Z jednej strony, obawy inwestorów, z drugiej - aspiracje szefa Asseco? Czy uda sie je pogodzić? Czasy łatwych i tanich akwizycji już się skończyły. Teraz każde przejęcie spółki wielkości Asseco obarczone jest znacznie większym ryzykiem. Którego wielu inwestorów po prostu się boi. Pytanie, czy Góral zmieni strategię działania czy inwestorów? A może wykorzysta swój niedawny izraelski nabytek, holding Formula System, który posłuży mu do dalszej ekspansji i realizacji swoich ambicji? Wszak na akwizycje dokonywane przez izraelski holding Adam Góral nie potrzebuje zgody polskich udziałowców.

Asseco w Ameryce?


- Aby osiągnąć sukces na skalę globalną trzeba być odważnym. Nie można stać w miejscu, gdyż na pewno znajdą się inni, którzy zamiast nas wykorzystają rynkową szansę. Tak naprawdę trzeba tylko wiedzieć, czego się chce, konsekwentnie postępować i wierzyć, że się uda. Oczywiście trzeba też twardo stąpać po ziemi. Amerykańskie giganty są o kilka klas wyżej. Microsoft czy IBM narzucają sposób myślenia o informatyce na całym świecie. Tak będzie jeszcze przez wiele lat. Na razie nie potrafimy tego zmienić, ale możemy zbudować silnego, poważnego partnera dla największych korporacji. I to jest celem strategii Asseco – mówi Góral

To „na razie” jest znamienne w ustach szefa Asseco. Ktoś powinien zapytać Adama Górala, czy aby nie mierzy zbyt wysoko, lecz któżby śmiał zadawać tak banalne pytanie komuś, kto zawsze mierzył oczko wyżej. Adam Góral pierwszy krok na światowe salony zrobił pod koniec 2010 roku, kiedy Asseco za 440 mln zł przejęło kontrolę nad holdingiem Formula Systems – lidera branży IT w Izraelu. Wybór Formula nie był przypadkowy. Wszystkie trzy spółki wchodzące w skład holdingu są, bowiem notowane na NASDAQ, na którym Góral chętnie widziałby również Asseco. O wejściu do Ameryki i znalezieniu się na jednym z najbardziej prestiżowych indeksów świata napomykał już w 2008 roku i to właśnie na plecach Formula Systems Asseco miało wjechać do Ameryki (Góral planował kupno za 500 mln USD amerykańskiej spółki jednak pomysł ten, jako zbyt odważny spotkał się wówczas ze sprzeciwem inwestorów). Miał być prestiż, ale też przyczółek do dalszej ekspansji dzięki spółkom holdingu, które dobrze radzą sobie na tamtejszym rynku. Nie wjechało.

- Nie zrezygnowaliśmy z wejścia na NASDAQ. To jeden z naszych strategicznych priorytetów. Prace trwają. Obecnie spotykamy się z największymi bankami inwestycyjnymi na świecie i omawiamy warunki ewentualnej współpracy. W ciągu najbliższych kilku tygodni dokonamy wyboru banku i wtedy powrócimy na rynek z kolejnymi szczegółami – ujawnia Adam Góral.

Od pewnego czasu strategia rozwoju Asseco wzbudza kontrowersje wśród inwestorów i analityków rynku. Z pewnością Adam Góral nie jest sztampowym managerem, nie jest też szarlatanem opętanym manią wielkości. Widzi to czego nie dostrzegają inwestorzy. Ma wizję oraz wystarczająco dużo energii, wiary i pieniędzy, aby ją urzeczywistnić. I warto mu w tym kibicować, nawet wówczas kiedy dłonie wcale nie skłaniają sią do klaskania, gdyż wciąż niewiele jest polskich firm, które wybiły się na światowe salony. Adam Góral staje przed taką szansą. PM,JK

Kontakt

szef@pracowniamediowa.com
792 304 108

Poland, Warszawa, ul.Osowska 86