Babski hotel.

Macy Gray spędzone tu chwile określiła krótko: great time! Ale nie tylko ją uwiódł urok starych murów, sorbetów ogórkowych, węzłów smyrneńskich, słonecznej łąki czy kryształowego sopla nad hallem. Stary młyn w Bydgoszczy kryje w sobie tyle zaskoczeń, że nie powinien się nazywać Hotel Słoneczny Młyn, lecz kraina wyobraźni. Niektórzy zastanawiają się czy to jeszcze hotel czy już zapowiedź nowego trendu w hotelarstwie.


Jeszcze do niedawna, stary młyn Kentzera nad Brdą był ulubionym miejscem wędkarzy. Bo gdy ryba nie brała, można było w opuszczonych murach smutek ten utopić. W towarzystwie innych wędkarzy. I choć mnóstwo ludzi codziennie mijało ten zrujnowany budynek, dla większości był li tylko zarośniętą ruiną, symbolem zapomnienia i zaniechania..

Jak to możliwe, że media, które żyją z reklamowania i promowania, często robią to za darmo? Odpowiedź tkwi w słowie publicity. Żeby było jasne: publicity to nieosobowa stymulacja popytu na dobra i usługi, poprzez rozpowszechnianie informacji w środkach masowego przekazu. Co ważne, rozpowszechnianie nieodpłatne.
I zapewne nadal by nim pozostał gdyby nie artystyczna dusza Barbary Komorowskiej. O nie! Na początku wcale nie klaskała z radości i uniesienia, choć widok ruin wyobraźnię rozpalił do tego stopnia, że przez kilka lat pochłonął ją prawie tak samo jak przed laty owa stara fabryka dywanów w Kietrzu, na której wszyscy postawili krzyżyk. Oprócz Komorowskiej.

- Ludzie mówili, porywasz się z motyką na słońce, że prościej i taniej będzie zbudować hotel od zera. Ale wie pan, jakie są kobiety – nie koniecznie pragmatyczne, za to zawsze romantyczne. Ja widziałam w tym młynie to, czego inni nie dostrzegali – piękno starych murów, tradycję, ale nie tę pachnącą naftaliną, lecz kamieniem i starym drewnem. Ileż wysiłku i turbulencji wymagało, aby obraz ten dostrzegli również inni – architekt, plastycy, dekoratorzy wnętrz, budowlańcy, na wielu urzędnikach kończąc. Nie wiem czy dałabym radę dokonać tego ponownie – mówi Barbara Komorowska, która jednak dopięła swego.

Młyn jak stał tak stoi, tyle że przywrócony dawnej świetności. Dzisiaj to już nie ponury młyn Kentzera, lecz Hotel Słoneczny Młyn.

Chcesz dywan?


Adaptacja XIX wiecznego Młyna Kentzera w Bydgoszczy, tuż przy rondzie Fordońskim nie była sprawą łatwą, bowiem budynek wpisany został wcześniej do rejestru zabytków. Fasada została nienaruszona, również większość budynków została odnowiona.

Kompromis pomiędzy tradycją i artystyczną duszą właścicielki Barbary Komorowskiej a konieczną nowoczesnością sprawiły, że Słoneczny Młyn z jednej strony emanuje aurą tajemniczości, z drugiej zaś - atmosferą domowego ogniska.

I zaskakuje niemal na każdym kroku.

Już przy wejściu do recepcji dech zapiera… żyrandol. Mało powiedziane – to gigantyczny, jedyny taki w Polsce, „lodowy sopel” rozświetlony prawie 90 tysiącami malutkich, ręcznie nawlekanych kryształków. Zawieszony na ostatnim piętrze hotelu końcem sięga hallu recepcyjnego.

Zupełnie jak ów komin, pozostałość po dawnym młynie, który „przebija” się przez kolejne piętra, aby wystrzelić kilkadziesiąt metrów ponad hotel. Wkomponowanie ceglanego komina z żeliwnymi klamrami w hotelowych korytarzach to architektoniczny majstersztyk.

Kolejne ciekawostki kryją się w pokojach. Jest ich 96 na czterech kondygnacjach.

- Każdy jest inny, niepowtarzalny. Różnią się i kolorystyką i detalami. Każde pietro nawiązuje do innej pory roku. Kolorystyka wykładzin w korytarzach, łazienek czy ścian i mebli w pokojach nawiązują do barw wiosny, lata, jesieni lub zimy - mówi Gracjan Topczewski, dyrektor generalny Hotelu.

Pokoje na ostatnim piętrze mają własne balkony ze stolikami i krzesłami a nawet roletami przeciwsłonecznymi. W sam raz na poranne śniadanie z widokiem na malowniczą w tym miejscu Brdę. I pływające kacze rodziny. Lub „słoneczko” – tramwaj wodny, który wkrótce swój przystanek będzie miał na pomoście przed Hotelem.

Prawdziwym zaskoczeniem jest jednak panująca w pokojach domowa atmosfera: pod stopami żadnej taniej wykładziny, która „króluje” nawet w pięciogwiazdkowych hotelach. Zamiast niej drewniane panele przykryte tu i ówdzie… dywanami. Nie byle jakimi:

- Wytwarzane są ręcznie, starą techniką węzła smyrneńskiego ze 100 procentowej wełny w runie, w starej fabryce w Kietrzu. Dokładnie tak samo powstawały przed wiekami wschodnie kobierce. Dzisiaj nikt takich dywanów już nie robi, bo zamiast sztuki liczy się ekonomia. W Kietrzu tymczasem, ludzie robią je z pasji. Przygotowanie przędzy wełnianej odbywa się na 130 letniej przędzarce. Krosna węzełkowe, jedyne takie na świecie pamiętają czasy Franciszka Józefa – mówi Barbara Komorowska, która kilka lat temu uratowała upadającą fabryczkę w Kietrzu.

Pracownicy hotelu wspominają ze śmiechem, że wielu gości, zamiast tradycyjnie „porywać się” na hotelowe szlafroki, chciało kupić dywan z ich pokoju.

Nietypowości jest więcej. Ot zwykła „dwójka”. Tu jednak prawie jak apartament i z garderobą.

- U nas pokoje są znacznie większe niż w hotelach sieciowych. Dlatego mogłoby ich być nawet nie 96 a nawet 150. My jednak postawiliśmy, na jakość, nie ilość – mówi Gracjan Topczewski, który hotelarstwa uczył się na Florydzie.

Nic dziwnego, że hotel chętnie odwiedzają gwiazdy i znane postaci. Była Macy Gray, Kayah i Mika Urbaniak, Chambao, Lura, Maria Mena. Był Marek Niedźwiecki i Jacek Wójcicki z Piwnicy pod Baranami. Domowa atmosfera przyciąga też znanych polityków.

Kilka pokoi jest wyjątkowych. Na pewno numer 506 – piękny dwupoziomowy apartament umieszczony w dawnej wierzy młyńskiej.

- W nim mieszkała Macy Gray. Jak mówiła, czuła się tu wyjątkowo swobodnie – mówi Karolina Przybylska, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu.

Fakt, ponoć po hotelu biegała na bosaka, co gwiazdom nie zdarza się zbyt często. W hotelowym barze urządziła małe after party, na którym grała ze swoimi muzykami. Pobyt w Słonecznym Młynie określiła krótko: Great time! Sorbet z ogórka

Gdy pewnego ranka Macy Gray kazała sobie podać do pokoju na śniadanie hash brown, wszyscy udawali, że wiedzą, o co chodzi. Wiedział dopiero szef kuchni, który zerwany z łóżka o szóstej rano, tłumaczył dyżurnemu kucharzowi przez telefon jak to przysadzić. Śniadanie było na czas.

Kuchnia, to w Słonecznym Młynie miejsce magiczne. Niemalże dosłownie, gdyż Rafał Godziemski, szef kuchni jest kulinarnym magikiem, do tego pasjonatem.

Nie pytajcie go gdzie i dla kogo gotował (np.: premier Wielkiej Brytanii), bo godzinna opowieść okaże się jedynie wstępem. Jedno jest pewne: kuchnia w Słonecznym Młynie to nie jadłodajnia jak innych hotelach. W menu, co prawda jest schabowy, ale zapomnijcie i o nim.

Zapytajcie choćby o sorbety i sorwety. Ba! Zamówcie je! Zupa z łososia, w głębokim talerzu, z delikatnym spagetii z ziemniaków, sorbetem z raków i muszlą małży.

Lub pomidorowa z kremem i szerbetem z bazylii (czyli sorbet z dodatkiem białka lub śmietany). Smaki tak egzotyczne, że aż zaskakujące. A przecież sorbety znamy głównie, jako słodką odmianę lodów. Spróbujcie, więc sorbetu z ogórków a poczujecie, czym jest kwintesencja świeżego ogórka.

- Moją pasją są nowe smaki.Generalnie chodzi o to, aby zrobić w ustach smakową burzę. I zaskakiwać. Z sorbetami eksperymentuje od niedawna – mówi Godziemski.

Gdyby mógł zmieniałby kartę, co dwa dni. Z „biurokracją” walczy na swój sposób – wielu gościom robi niespodzianki w postaci małego dodatku, którego nie ma w karcie.

Forma dań też jest nietypowa, bo te są po prostu piękne, zupełnie nie jak w hotelowej restauracji. Zamówicie choćby zwykły żurek a nie oderwiecie od niego oczu. Albo krem z borowików z golcami.

Wiele dań jest wielce niekonwencjonalnych. Choćby stópka. Nadziewana specjalnym mięsem raciczka. Wygląd? Zaskakujący. Smak? Oszałamiający. Z hotelowego menu Markowi Niedźwieckiemu najbardziej smakowała zupa serowa.

- Mam żelazną zasadę, żadnych proszków, koncentratów czy gotowych sosów. W kuchni nie ma nawet vegety, bulionu knora czy puree w proszku, wszystko robimy sami, z naturalnych składników. Mamy tylko trzy suche przyprawy: majeranek, estragon i tajska przyprawę. Rzadko tez używam mrożonek – mówi Godziemski.

- Niedawno Rafał uparł się, żeby przy hotelu zrobić mały ogródek warzywny. To będzie chyba pierwszy przyhotelowy warzywniak na świecie – śmieje się Karolina Przybylska

Tak, Rafał Godziemski to nietypowy kucharz. Z jeszcze jednego powodu: lubi patrzeć na reakcje klientów. Przyglądać się ich minom i grymasom. One mówią wiele o smaku. Słowem, nie bójcie się zajrzeć do hotelowej restauracji Oliwka. Tu bowiem również czeka wiele zaskoczeń. Pozytywnych.

Słoneczny Młyn oferuje także pozytywne zaskoczenia dla biznesmanów i… nowożeńców. Ich źródłem może być organizacja konferencji lub ślubu w jednej z pięciu nowoczesnych sal konferencyjno-bankietowych

- Każda urządzona nieco inaczej, z klimatem. Wszystkie łącznie mogą przyjąć ponad 300 osób. Konkurencja nas nie lubi, bo prezesi wybierają nasz hotel. Mówią, że u nas poziom obsługi jak i cały entourage jest o niebo wyższy – mówi Topczewski.

Niedawno Światowa Federacja Lekkiej Atletyki wybrała Hotel na miejsce swojej konferencji.

Biznesmeni, którzy tu przyjeżdżają docenią coś jeszcze. To modny VIP Club na pierwszym piętrze – miejsce na chwilę wytchnienia z koniakiem i cygarem. Lub…

Spa


Kawa na tarasie z widokiem na rzekę w promieniach słońca? A może coś dla ciała czyli Spa? Każdy znajdzie tu mnóstwo wrażeń.

Państwa Gucwińskich, którzy gościli w Hotelu urzekło jego otoczenie. Fakt, piękny i urokliwy to zakątek Bydgoszczy. Wielu wybiera jednak słoneczną łąkę – jedną z usług oferowanych w tutejszym Spa. Co ciekawe:

- To nieprawda, że ze Spa korzystają głównie panie. To panowie, goście hotelowi, są najczestrzymi gośćmi. „Z miasta” natomiast poprzychodzą do nas głównie panie – mówi pracownik Spa.

Odwiedzają hotelowe Spa trzeba sobie zarezerwować, co najmniej 2 godziny. Trudno, bowiem odmówić sobie relaksu na łóżku wodnym HydroJet, pobytu ThermaThao czy kapsule SPA i lipoCellEvo. A na koniec, po delikatnym solarium „Słoneczna łąka” najbardziej wyrafinowane zabiegi kosmetyczne i masaże w salonie kosmetycznym. Ceny? Będziecie mile zaskoczeni.

Słowem, „hotel bomba, kto nie był ten trąba” jak napisał w hotelowej księdze gości jeden z nich.

Kontakt

szef@pracowniamediowa.com
792 304 108

Poland, Warszawa, ul.Osowska 86